|
Dzień
2,
22 sierpnia 2017 r.
trasa:
Toruń Główny – Brodnica
– Grudziądz –
– Laskowice Pomorskie – Czersk
– Chojnice –
– Wierzchucin
[285 km / 6 pociągów]
|

|
|
AKAPITMój
sąsiad wraca w nocy. Co prawda budzę się, ale nie mogę o nim złego
słowa powiedzieć, bo zachowuje się bardzo cicho i nawet nie zapala
światła. Znów zasypiam. Właściwa pobudka następuje o 4:30.
Choć to moja własna inicjatywa niewymuszona dzwonkiem budzika. Wyleguję
się jeszcze do 5:00, a potem wstaję cichutko, starając się w ten
sposób odwzajemnić sąsiadowi. Jestem spakowany, więc
wystarczy się ubrać, zabrać plecak i wyjść. Kartę do pokoju wsuwam
przez szczelinę pod drzwiami recepcji. Nie mam serca budzić
sympatycznego dziewczęcia o tak nieludzkiej porze. Teraz obieram
kierunek na dworcową kasę. Na szczęście nie potrzebuję żadnego
skomplikowanego biletu. Muszę tylko kupić kolejny Regiokarnet*,
bo mój aktualny właśnie dziś kończy żywot,
a jutro okienka kasowego |

...witany
przez Krzyżaka... |
|
pod
ręką raczej nie będzie. Przede mną stoją dwie małolaty,
których wiek oceniam na góra początek gimnazjum.
Wybierają się do Warszawy. Pryskają z domu? Mniej uważnym przypomnę
– co prawda trwają jeszcze wakacje, ale jest kilkanaście
minut po piątej rano. Dworzec właśnie wygasza oświetlenie i przechodzi
z trybu nocnego na dzienny, a na niebie rozpoczyna się pochmurna
szarówka. Mokre perony przypominają o padającym jeszcze
przed chwilą deszczu. Właściwie to dalej trochę kropi. Mam nadzieję, że
pogoda jest świadoma obowiązującej dziś prognozy. M
a b y ć s ł o n e c z n i e!
Witany przez Krzyżaka strzegącego wejścia do jednego z
podziemnych przejść idę do swojego pociągu. Dziś rozpoczynam wielką
przygodę z Arrivą. Zielono-kremowa “mrówka”*,
czyli spalinowy zespół
trakcyjny* MR/MRD czeka już
przy peronie, dudniąc
dieslowskimi silnikami i wypuszczając w powietrze kłęby
niebieskawych, gryzących spalin.
|
AKAPIT–
No, maleństwo! Zbyt cicha to ty nie jesteś – rzucam jej na
powitanie
może niezbyt uprzejmie, bo to przecież moja pierwsza z nią randka.
Dotąd widywałem je tylko w ruchu lub na stacjach. I hałas silnika
zawsze zwracał moją uwagę. Drzwi pobudzone wduszeniem przycisku
otwierają się z cichym sykiem. Z lekką niepewnością wchodzę do środka.
Tu jednak następuje miłe zaskoczenie. Wewnątrz jest cieplutko, a w
wagonach są wygodne, szerokie i przede wszystkim bardzo miękkie kanapy.
Jak na tak wiekowy skład, komfortu
może jej |

...
mokre perony przypominają o deszczu... |
|

...zbyt
cicha to ty nie jesteś... |
|

...wygodne,
szerokie i miękkie kanapy... |
|
pozazdrościć
wiele rodzimych spalinowych zespołów trakcyjnych. Podobne
odczucia mam po rozpoczęciu jazdy. Pociąg sunie niezwykle miękko, lekko
bujając się na rozjazdach. Jest po prostu wygodny. Nie słychać także
hałasów “odtorowych”, choć silnik już
tak dobrze wyciszony nie jest. Kolejnym miłym zaskoczeniem jest
powitanie pasażerów za pomocą interkomu przez kierownika
pociągu, podobnie jak ma to miejsce w pociągach PKP IC*. Choć na
dobrą sprawę to pasażerów tych nie ma w tej chwili zbyt
wielu. W zasadzie, jeżeli nie liczyć obsługi, oprócz mnie
jest jeszcze tylko jedna osoba w całym składzie. |
AKAPITSłońce
przed chwilą wstało i właśnie podnosi kołdrę z chmur. Pogoda na razie
jest nieokreślona, ale im bardziej oddalamy się od Torunia, tym
mocniejsze jest moje przekonanie o czekającym mnie pogodnym dniu.
Podobnego zdania są chyba ptaki, których wielka chmura
poderwała się właśnie do lotu z jednego z pól. Chwilę
pokręciły się w miejscu, jakby zastanawiając nad wyborem celu, po czym
zdecydowanie obrały kierunek na słońce.
AKAPITMijamy
Chełmżę, a mniej więcej po godzinie od wyjazdu z Torunia dojeżdżamy do
Grudziądza. Pociąg ma tu półgodzinny postój, co
mnie wcale nie martwi. Będzie okazja do małego polowania z obiektywem,
tym bardziej że słonko aktualnie na dobre zadomowiło się na błękitnym
nieboskłonie. Oprócz ruszających w drogę
szynobusów poświęcam chwilę uwagi budynkowi tutejszego
dworca. Niestety stwierdzić muszę, że grudziądzki
jest jednym
|

...właśnie
podnosi kołdrę z chmur... |
|
z
najbrzydszych, jakie miałem dotąd okazję oglądać. I nie chodzi nawet o
to, że jest raczej zaniedbany, a w jego połowie zalęgła się Biedronka,
która jarzy się teraz wściekle żółtą elewacją i
straszy niechlujnie rozwieszonym megabanerem zasłaniającym przeszkloną
ścianę. Prostopadłościenna bryła jest po prostu klasycznym przykładem
obrzydliwie tandetnego pod względem architektonicznym budownictwa z lat
60 ubiegłego wieku. Przy grudziądzkim nawet niezbyt urodziwy dworzec w
Chabówce nabiera uroku. |

...ruszających
w drogę szynobusów... |
|

...jest
jednym z nabrzydszych... |
|
AKAPITWracam do
mojej “mrówki”. Po chwili pociąg rusza w
dalszą drogę. Mijamy farmy wiatrowe z wyciągającymi skrzydła ku niebu
białymi wiatrakami. Mimo że wiatr jest prawie niewyczuwalny, uparcie
kręcą nimi młynka. Na polach złocą się ścierniska. Gdzieniegdzie już
zaorane przybrały szarobrązową barwę mokrej ziemi. Ładnie wygląda ta
mozaika na morenowych pagórkach Pojezierza Brodnickiego
ciągnących się po obydwu stronach toru. Pamiętam tę trasę sprzed
dwóch lat. Można by tu kiedyś przyjechać na fotograficzną
sesję. Pracę fotografowi na pewno ułatwiłby brak słupów
trakcji elektrycznej. Może w przyszłym roku?
AKAPITPani
kierowniczka pociągu ma jego numer zapisany długopisem na wewnętrznej
stronie dłoni. Już nie raz zastanawiałem się, jakim cudem nie mylą im
się te numery, gdy po każdym przystanku zgłaszają przez radio gotowość
do odjazdu. Zwłaszcza że
zdarzają się
|

...na
polach złocą się ścierniska... |
|
zmiany
tego numeru nawet w trakcie jednego kursu. Nie inaczej jest i teraz. Z
Torunia wyruszyliśmy jako pociąg
55067, by po drodze w
Grudziądzu
zmienić numer na 55066.
AKAPITKolejny,
tym razem kilkunastominutowy postój mamy w doskonale mi
znanym miejscu. Oczywiście jest to Jabłonowo Pomorskie. Choć o ile
dobrze pamiętam, to pomimo wielokrotnego przejazdu przez tę
miejscowość, stopę na tutejszej stacji postawię dziś po raz pierwszy od
pamiętnego pobytu w sierpniu 2015 roku. Mając na uwadze tamtą przygodę,
dokładnie wgrywam sobie w pamięć godzinę odjazdu. Tym bardziej że na
stacji jest co robić. Całkiem spory ruch tu dzisiaj panuje. Pięć
pociągów przyjeżdżających i odjeżdżających wymienia się
pasażerami. Chętnie odwiedziłbym i stojący obok stacji
parowóz, ale wolę nie ryzykować. Czasu wbrew pozorom nie mam
zbyt wiele, a moja “mrówka” cały czas
grzeje silniki. Wolę mieć ją na oku. |

...całkiem
spory ruch tu dzisiaj panuje... |
|

pociąg Regio do Bydgoszczy |
|
AKAPITNastępny
przystanek to Brodnica. Pociąg kończy tutaj bieg, a ja mam
półtorej godziny na spacer po mieście. Pogoda niestety
wyraźnie kpi sobie ze mnie, bo właśnie nad Brodnicę ściągnęły chyba
wszystkie chmury z okolicy. Mam jednak poważniejszy problem. Jestem
głodny. Czas na śniadanie nadszedł już jakiś czas temu, a
mój żołądek wyraźnie nie ma zamiaru o tym zapomnieć. Co
więcej, także mnie o tym przypomina głośnym burczeniem. Pierwsze
kroki wypadało by zatem skierować do piekarni. Idę ze stacji w kierunku
starego miasta. To w sumie kilka minut niespiesznego marszu. Po drodze
rozglądam się pilnie, ale upragnionego przeze mnie przybytku rzemiosła
piekarniczego nigdzie nie widzę. Mijam kilka kebabów, parę
masarni, jakiś warzywniak... Cholera, chleba tu w ogóle nie
jedzą? W końcu po długich poszukiwaniach z trudem znajduję mały
spożywczak, w którym
mają drożdżówki. Jak zwykle są z lukrem. Trzeba się będzie
nieco pobawić i go zeskrobać, bo warstwa jest zaiste
imponująca. Rozsiadam się
na ławce przy Alei Wędkarzy nad Drwęcą i uskuteczniam śniadanie. Nad tą
samą Drwęcą w samym środku miasta ktoś mądry postawił galerię handlową.
No mistrzostwo świata i okolic normalnie!
I tak po jednej stronie nie
najszerszej przecież rzeczki mamy zabytkową Wieżę Mazurską, a po
drugiej
zbytkową galerię handlową. Swoją drogą samą wieżę ktoś cholernie
pomysłowy i kreatywny także potraktował z należytym szacunkiem,
wbudowując w jej mur... bankomat. Pierwsze wzmianki w kronikach na
temat Brodnicy pojawiły się w roku 1298. Wówczas tutejszy
gród nosił nazwę Straisberg. W okresie średniowiecza
gród wraz z ziemią michałowską został przekazany przez
książąt kujawskich w zastaw pożyczki Krzyżakom. Ci następnie dokonali
jej wykupu. W XIV wieku nastąpiła rozbudowa miasta i otoczenie go
murami, a także budowa zamku. W roku 1410 po zwycięskiej bitwie pod
Grunwaldem miasto na krótko przeszło pod władanie
Polaków. Jednak dopiero po zakończeniu wojny
trzynastoletniej w 1466 roku ziemie chełmińska i michałowska wraz z
Brodnicą znalazły się w granicach Polski. W latach 1605-24 starostwo
brodnickie obejmowała siostra króla Zygmunta III Wazy, Anna
Wazówna. Niemile widziana na królewskim dworze
(była luteranką) sprawiła, że miasto podczas jej rządów było
ostoją religijnej tolerancji. Księżniczka była osobą wykształconą
(znała sześć języków), sprawowała także mecenat nad uczonymi
i artystami oraz wspomagała ubogich. Okres rozwoju miasta został jednak
przerwany przez wojny szwedzkie. W wieku XVII miasto na
krótko zajęli Rosjanie. Brodnicę kilkakrotnie nawiedzały
epidemie. Także okres wojny siedmioletniej miał negatywny wpływ na jej
rozwój. W czasach rozbiorów Brodnica znalazła się
w granicach państwa pruskiego i dopiero na mocy traktatu wersalskiego w
styczniu 1920 r. wróciła do granic Polski. Już w sierpniu
tego samego roku rozegrała się w okolicy jedna z bitew wojny
polsko-bolszewickiej, której skutkiem było
odwrócenie losów tej wojny. 7 września 1939 r. do
miasta wkroczyli żołnierze Wermachtu. Wyparli ich w roku 1945 Rosjanie,
niszcząc przy okazji około 40% zabudowy.
AKAPITZabytki
Brodnicy nie są spektakularne. Krzyżacki zamek jest zniszczony.
Pozostała z niego jedynie wysoka wieża. O wzbogaconej (nomen omen)
Wieży Mazurskiej już wspominałem. Do kompletu można jeszcze dodać stary
spichlerz z 1604 roku, w którym obecnie znajduje się Centrum
Edukacji Ekologicznej, fragmenty murów obronnych, Bramę
Chełmińską i oczywiście pałac Anny Wazówny. Brodnica ma dość
ładny rynek. Tu natkniemy się na zabytkowy budynek miejskiego ratusza. |

wieża krzyżackiego zamku |
|

Brama Chełmińska |
|

spichlerz |
|

miejski Ratusz |
|

kamieniczki na brodnickim Rynku |
|

kamieniczki na brodnickim Rynku |
|
AKAPITSpacerując
po mieście, odnajduję jeszcze jedno świadectwo historii. Tym razem
stosunkowo nowej, by nie rzec najnowszej. Jest to obowiązkowy w każdym
mieście pomnik Jana Pawła II. Brodnicki jest jednak dość
szczególny. Litościwie pominę jego walor artystyczny oraz
wierność wizerunkowi wielkiego Polaka. Istotniejsze dla mnie jest to,
że na cokole literami nieco tylko mniejszymi niż opisujące sam posąg
wymienieni są i to z nazwiska burmistrz, a także
najprawdopodobniej fundatorzy owego “dzieła”.
Odsuńmy zatem
na bok ich naprawdę godną podziwu i naśladownictwa zapewne wrodzoną
skromność. To niechybnie tylko krótka pamięć spowodowała, iż
zapomnieli o słowach Papieża Polaka: ”Nie budujcie mi
pomników. Zróbcie coś dobrego dla
ludzi.”
AKAPITPo
drodze zauważam jeszcze jedną lokalną ciekawostkę z zawsze
interesującego
pogranicza legitymizmu i pragmatyzmu. Jej jednak nie ma sensu opisywać.
To trzeba zobaczyć.
AKAPITWracam
na dworzec kolejowy. Cicho tu i niemal pusto. Jedyny ruchomy kolejowy
element to stojąca niedaleko “mrówka”,
którą
do Brodnicy przyjechałem. Nią także stąd odjadę. Jednak to dopiero za
chwilę. Tymczasem stoi jeszcze cicha w odległym kącie
stacji wstrzymana
|

...to
trzeba zobaczyć... |
|

...opuszczonymi ramionami semaforów... |
|

dworzec kolejowy w Brodnicy
|
|
opuszczonymi
ramionami semaforów. Wreszcie jej stalowym odwłokiem
wstrząsa
spazmatyczny dreszcz, po którym rozlega się cichy i wydawać
by
się mogło zadowolony pomruk. Nad jej tułowiem unosi się przez chwilę ciemny
obłok spalin, a w żyłach znów ruszają ustrojowe płyny. Oczy
dotąd martwe rozbłyskają białym światłem. Obudzona z
krótkiej drzemki rusza powoli i po chwili zatrzymuje się
przy
platformie peronu. Podchodzę i delikatnie
|
naciskam przycisk.
Drzwi
gościnnie otwierają się, po raz kolejny już dziś wpuszczając mnie do
środka. Zajmuję miejsce na wygodnej, miękkiej kanapie i od razu
zaczynam czuć senność. Nie podejrzewam, by był to efekt deficytu snu.
Choć wstałem wcześnie, to jednak równie wcześnie się
położyłem.
Składam to na karb zmiennej i niezdecydowanej pogody. Mimo ołowianych
powiek staram się nie zasnąć i patrzę przez okno. Na jednym z
pól zauważam parę spacerujących żurawi. Do odlotu na
południe
mają jeszcze chyba trochę czasu. Mogą teraz korzystać z
uroków
wyjątkowo w tym roku kapryśnego, a miejscami niszczycielskiego (o tym
za chwilę) sierpnia. Po kilkuminutowym postoju w Mełnie, gdzie czekamy
na jadący w przeciwnym kierunku szynobus, ruszamy dalej, by w końcu
dotrzeć do Grudziądza. Tu wysiadam.
“Mrówka”
pojedzie dalej do Torunia, ja natomiast przesiadam się do szynobusu,
który zawiezie mnie do Laskowic Pomorskich. Szynobus ten z
zewnątrz hałasuje zdecydowanie mniej. Mniej także
kopci.
Jednak komfort wnętrza jest
nieporównywalny.
|

...jadący w przeciwnym kierunku szynobus... |
|
Twarde
siedzenia powodują, że z rozrzewnieniem wspominam kanapy jego o wiele
starszej koleżanki. |

...położona na skarpie grudziądzka starówka... |
|
AKAPITPrzejeżdżamy
przez most im. Bronisława Malinowskiego, słynnego lekkoatlety,
który w 1981 roku zginął na nim w wypadku samochodowym. Z
tej
perspektywy ładnie prezentuje się położona na skarpie grudziądzka
starówka. Wody w Wiśle jest zdecydowanie więcej niż dwa lata
temu, choć w dalszym ciągu w jej korycie widać ciągnące się po horyzont
ogromne łachy piasku. Kolejny przystanek czeka mnie w Laskowicach
Pomorskich. Ten będzie nieco dłuższy i mam zamiar go wykorzystać w
ulubiony przez siebie sposób. Pierwsze kroki kieruję do
sklepu.
Po pierwsze, by uzupełnić prowiant, ale także, i kto wie, czy w tej
chwili nie jest to bardziej palący problem, jakoś się dobudzić. W
koszyku ląduje więc napój energetyczny. Zasadniczo staram
się
ich unikać, ale w sytuacjach kryzysowych, a obecna tak się właśnie
kwalifikuje, nie waham się ich użyć. Wprowadzony do układu pokarmowego
szybko rozpoczyna dzieło zniszczenia w moim organizmie, ale jako skutek
uboczny pojawia się błysk jako takiej świadomości w umyśle. No i o to
chodziło.
|
AKAPITSpacerkiem
udaję się w okolice stacji, konkretnie do starej rampy przeładunkowej,
skąd powinno dać się nieco pofocić. Po drodze na jednym z nieużywanych
torów zauważam nagle dosłownie tuż przede mną świdrujące
mnie wręcz na wylot zielone ślepka. Gdybym znajdował się gdzieś na
sawannie, prawdopodobnie zostałoby mi czasu jedynie na
krótki, bardzo nawet krótki rachunek sumienia.
Ponieważ jednak jestem na stacji w Laskowicach, śmierć na szczęście mi
nie grozi. A przynajmniej nie tak szybka. Posiadaczem dwojga zielonych
świderków jest maleńki i przepięknie rudy kotek,
który przyczaił się wtulony w coś większego. Zaraz! To
drugie futro to też kot, tyle że znacznie większy. Pewnie mama malucha.
Leży bez ruchu. W pierwszej chwili trochę się nawet niepokoję, ale gdy
jeszcze chwilę na nią spoglądam, widzę wyraźnie, że futro unosi się
miarowo w rytm oddechu. Nie słyszała mojego nadejścia prawdopodobnie
dlatego, że opodal przejeżdża właśnie pociąg. Mały jednak był czujny.
Byłbym ich może i w ogóle nie zauważył, bo futro kotki jest
doskonale maskujące. Stanowi plamiastą mieszaninę chyba wszystkich
kocich barw od białego poprzez rudy, aż po czarny. Wygląda, jakby
zostało specjalnie uszyte ze skrawków kocich
skórek. Wycofuję się ostrożnie i cicho. Nie będę
zakłócał ich spokoju. Znajdę sobie jakąś inną ścieżkę.
AKAPITPrócz
fotografii mam zamiar rozglądnąć się także za miejscem na ewentualny
nocleg na jutrzejszą noc. O ile dziś mam jako taką jasność w tym
temacie, o tyle moje plany na jutro są mało skonkretyzowane.
Mówiąc krótko, postanowiłem wziąć, co życie
przyniesie. W poszukiwaniu drzew zdatnych do rozwieszenia mojego
miejsca do spania przedzieram się chwilę przez plątaninę wysokich traw
i pędów ostrężnic. Mocno mnie to zniechęca, bo takich
chaszczy wybitnie nie lubię. A i drzewa tu jakieś takie mikre. W
dodatku wszędzie dookoła jest albo śmietnik, albo gruzowisko. Dobra,
może innym razem. Państwu już podziękujemy i będziemy szukać dalej.
Wracam na rampę, skąd jest całkiem ładny widok. Dobra perspektywa
pozwala bez problemu uchwycić w kadrze całe składy, nawet te towarowe.
I to bez siekących je na kawałki słupów trakcyjnych. Mam
szczęście sfotografować nawet prototypową lokomotywę Gama Marathon
bydgoskiej Pesy* ciągnącą długi zestaw cystern. Rzadki okaz na torach. I tylko pogoda wyraźnie kpi
sobie ze mnie. Właśnie daje mi znać o swoim złym humorze padającymi z
nieba kroplami łez. Pomóc jej nijak nie umiem, staram się
więc nie zaogniać sytuacji i po prostu przeczekuję w milczeniu ukryty
pod drzewem. Z pomocą przychodzi wiatr, który nieco może
obcesowo przegania gromadzące się na niebie ciemne chmury. Korzystając
z okazji, wycofuję się z powrotem na stację. Po drodze mijam kotkę. Na
oko sądząc po wyjątkowym ubarwieniu to ta sama, która spała
na starym torze. Wygląda na zajętą własnymi sprawami, nie zawracam jej
więc głowy. |

...pozwala uchwycić całe składy... |
|

...ciągnącą długi zestaw cystern... |
|

Elf z Trójmiasta do Bydgoszczy |
|
AKAPITNie daje
mi spać ten jutrzejszy nocleg. Nie lubię tak na żywioł. Moja natura
planisty kłóci się z taką postawą. Zaczynam więc analizować
rozkład jazdy i kombinuję. Nie ukrywam, że chodzi mi po głowie nieco
zakręcony pomysł, by przespać się w miejscu, które znam z
wakacyjnego pobytu w lipcu tego roku, kiedy to z Basią i Mają
odpoczywaliśmy między innymi w Borach Tucholskich. Skłamałbym
bezczelnie, mówiąc, że ten pobyt nie miał żadnego wpływu na
cel mojej aktualnej włóczęgi. Dlaczego? No bo
“Lubię wracać tam, gdzie byłem już”. Ten wers z
piosenki Zbigniewa Wodeckiego niech posłuży za całe uzasadnienie.
Zresztą, czy ja już o tym kiedyś nie wspominałem? Nieco przypadkiem
znaleźliśmy wówczas dość sympatyczne miejsce nad niewielkim
Jeziorem Trzebcińskim w Trzebcinie. Traf chciał, że znajdowało się ono
około 4 kilometry od stacji kolejowej w Łążku. Stacji, na
którą “zupełnie przypadkiem” wyciągnąłem
moje dziewczyny akurat mniej więcej w porze przejazdu jednego z
nielicznych w ciągu doby pociągów. I równie
przypadkiem udało mi się go wówczas sfotografować. Gdyby tak
zatem spróbować... Analiza rozkładu jazdy przynosi bardzo
miłą odpowiedź. To kompletnie bezsensowne, ale za to zupełnie możliwe.
Będę tylko musiał dwukrotnie w ciągu krótkiego czasu
przejechać ten sam odcinek szlaku i to w tym samym kierunku. Po prostu
zatoczę swego rodzaju koło ze sporą zakładką. Nawiasem
mówiąc, spora część tego samego koła czeka mnie już dziś. |
AKAPITW
międzyczasie pogodzie wyraźnie poprawił się humor. Zaczyna nawet
świecić słońce, a niebo wyraźnie nabiera błękitu. Choć temperatura w
dalszym ciągu jest mocno umiarkowana. Przynajmniej jak na tę porę roku.
Przy sąsiednich torach tego samego peronu stoją dwa szynobusy. Jeden z
nich odjedzie zaraz do Grudziądza, drugi do Czerska. Ponieważ w
Grudziądzu byłem dziś już dwukrotnie, wypadałoby skorzystać z oferty
drugiego. Wsiadam. Nie ma zbyt wielu pasażerów. To zresztą
częsty tutaj widok. Nie, żeby pociągi jeździły zupełnie puste. Kilka
osób zawsze się znajdzie. Jednak kilkanaście to już raczej
rzadkość. Nie inaczej jest i teraz, choć frekwencja wzrasta skokowo po
przyjeździe pociągu Regio*
z Bydgoszczy. Nawiasem mówiąc, z uwagi na skomunikowane*
pociągów musimy na niego chwilę poczekać, bo jest
opóźniony i sami z Laskowic również odjeżdżamy z
10-minutowym poślizgiem. Jedziemy teraz w kierunku serca
Borów Tucholskich. Trasa pociągu biegnie głównie
przez tereny zalesione, choć tak naprawdę w zwarty las wjeżdżamy
dopiero za miejscowością Osie. Niedługo potem pokonujemy
stalowy most na rzece Wdzie
|

...przy sąsiednich torach tego samego peronu stoją dwa szynobusy... |
|
w
Tleniu, podobno lekko kultowej borowo-tucholskiej (a może
tucholsko-borowej) miejscowości. Wpadliśmy tu w lipcu z
dziewczynami na krótka chwilę, ale nie urzekła nas jakoś
wybitnie. Po krótkim spacerze zrobiliśmy wówczas
samochodem w tył zwrot i wróciliśmy właśnie do Trzebcin, by
tam zakotwiczyć na kilka dni.
AKAPITDojeżdżamy
do Łążka. W lipcu 2012 roku przez miejscowość przeszło tornado.
Przeszło oczywiście między innymi przez Łażek. Pas zniszczeń ciągnął
się bowiem od okolic Tucholi aż do Elbląga. Jednak to tutaj las
najbardziej ucierpiał. Wiatr powalił go wówczas około 550
hektarów. Nawet z pociągu widać szeroki, ciągnący się po
horyzont pas wykarczowany niczym pod budowę autostrady, z tym że
znacznie, znacznie szerszy. W najwyższym jego punkcie postawiono
niedawno drewnianą wieżę, z której można dostrzec ogrom
zniszczeń. Na nas zrobiło to wielkie wrażenie, bo oczywiście na tę
wieżę również trafiliśmy w ramach jednego ze
spacerów. Żeby nabrać jako takiego wyobrażenia o tym, co się
tu stało, proponuję porównać dwa zdjęcia satelitarne.
Pierwsze wykonane przed przejściem tornada, drugie nieco
później. |

Wda w Tleniu z mostu kolejowego |
|

kiedyś był tu las
(foto z lipca 2017 r.) |
|

wieża w okolicy Łążka
(foto z lipca 2017 r.) |
|

przed... |
|

...i po |
|
AKAPITWysiadam
w Czersku. Tutaj będę miał kolejną przesiadkę. Jednak nastąpi to
dopiero za godzinę. W tym czasie mam zamiar przeprowadzić małą wizję
lokalną stacji.
AKAPITHistoria kolei w Czersku sięga
15 sierpnia 1873 roku, kiedy to została otwarta linia kolejowa Tczew
– Chojnice – Piła, stanowiąca odcinek
Królewskich Kolei Wschodnich (Preußische Ostbahn).
Kolej ta łączyła dwie stolice Królestwa
Pruskiego, tj.
|
Berlin z Królewcem. W
tym też czasie powstał w Czersku pierwszy dworzec, który
zbudowano na obrzeżach ówczesnej wsi. Kolej otworzyła
Czerskowi szeroką drogę do prężnego rozwoju i uprzemysłowienia. Szybko
rozrastająca się stolica zjednoczonych Niemiec potrzebowała budulca.
Zapewniały go Bory Tucholskie, a leżący w ich sercu Czersk stał się
dzięki temu jednym z największych ośrodków przemysłowych w
rolniczej krainie, jaką było wówczas Pomorze. Powstały tu
młyny, tartaki, browar, cegielnia przędzalnia, fabryki mebli,
stolarnie, papiernia i fabryka maszyn rolniczych. Rozwinęło się
rzemiosło i handel. Początek
XX wieku przyniósł
nowe inwestycje kolejowe. W 1906 r. ukończono
budowę linii do Laskowic i Czersk stał się ważnym węzłem
kolejowym. W 1908 r.
wybudowano nowy, większy
dworzec, a prowadząca do niego ulica (obecna ul. Dworcowa)
tętniła życiem. W planach było uruchomienie
bezpośredniego połączenia Czerska z
Gdańskiem przez Bąk, Kiszewę i Przywidz – byłaby to
najkrótsza linia łącząca Gdańsk z Berlinem, a w Czersku
zbiegałyby się dwie nitki wspomnianej wyżej Preußische
Ostbahn. Kolej była kluczowym środkiem transportu także w II
Rzeczypospolitej, dla której strategiczne znaczenie miał
port w Gdyni. Pruskie plany zmodyfikowano i w 1928 roku Czersk
połączono z ówczesną magistralą węglową*.
Dzięki temu z Czerska przez Bąk i Kościerzynę można było łatwo dotrzeć
do największego wówczas portu bałtyckiego, jakim była
Gdynia. Dało to miastu i jego mieszkańcom nowe możliwości rozwoju oraz
eksportu swoich wyrobów. W XXI wieku wszystkie historyczne
linie kolejowe przebiegające przez Czersk są nadal czynne, Ruch
pasażerski jest na nich znacznie mniejszy niż przed laty, ale nie
ustają przewozy towarowe, a sam Czersk to w dalszym ciągu istotny węzeł
kolejowy.
[informacja z
tablicy znajdującej się na czerskim dworcu]
AKAPITJak
zwykle najpierw biegam po stacji w poszukiwaniu tematów do
zdjęć. Nie ma tu problemu z ich znalezieniem. Zwłaszcza że spotykam
innego maniaka kolei. Podobnie jak ja wybrał się na przejażdżkę. Jednak
będzie ona znacznie krótsza od mojej, nawet biorąc pod uwagę
jedynie jej dzisiejszy wymiar. Wraca tylko do Tczewa, skąd wcześniej
przyjechał. Nie robi zdjęć. Dla niego przyjemnością jest sama jazda.
Ucinamy sobie miłą pogawędkę, w której czasie dowiaduję się
o tutejszych ciekawostkach. Jedną z nich jest nietypowa i rzadko
spotykana zwrotnica łukowa dwustronna. (Najczęściej spotykane na kolei
są zwrotnice (inaczej rozjazdy) zwyczajne prawe lub lewe. Można po nich
pojechać na wprost lub jak sama nazwa wskazuje zjechać na tor po prawej
albo lewej stronie tego, po którym aktualnie się poruszamy.
Nieco rzadsze są zwrotnice łukowe jednostronne. Montowane zazwyczaj na
łukach umożliwiają jazdę po zwykłym łuku lub zmianę toru na tymże łuku.
Bardzo rzadko spotykane są takie jak ta w Czersku, umożliwiające jazdę
albo w prawo, albo w lewo, ale nie na wprost. Oczywiście to nie jedyne
rodzaje zwrotnic. Są jeszcze zwrotnice krzyżowe, podwójne
oraz wzajemne ich hybrydy. Nie będziemy się jednak zanudzać
technicznymi szczegółami. [przypis
autora])
|

...strzegą wyjazdów ze stacji... |
|
|

zwrotnica łukowa dwustronna |
|
AKAPITDrugim
ciekawym stacyjnym elementem jest wieża ciśnień. Oczywiście nieczynna,
ale za to fotogeniczna. Na koniec nie mógłbym nie wspomnieć
o szeregu ramieniowych semaforów, które do
spółki z mechanicznymi kształtowymi tarczami manewrowymi
strzegą po obydwu stronach wyjazdów ze stacji. Jakby tego
wszystkiego było mało, na niebie także zaczynają się dziać rzeczy
niesamowite. Z jednej strony ostry błękit nieba, którego
epicentrum znalazło się właśnie nad Czerskiem, a z drugiej otaczające
miasto niemal ze wszystkich stron wały niezwykle malowniczych, choć i
nieco złowieszczo wyglądających chmur. Wszystko to sprawia, że zdjęcia
wychodzą naprawdę nieźle. Pod względem kolejowym też narzekać nie mogę.
Najpierw przez stacje przetacza się towarowy skład zaprzężony w
przebudowaną przez Newag z poradzieckiej “Tamary”*
lokomotywę 15D/A. Należy do prywatnego przewoźnika i ciągnie wagony z
węglem. Niestety, na co zwraca mi uwagę spotkany miłośnik kolei, jest
to węgiel rosyjski, słabej jakości, za to tańszy. Wg niego ten mały
prywatny przewoźnik dorobił się fortuny na imporcie tego właśnie
surowca do Polski. Chwilę później na stację wjeżdża Link* Polregio jadący
do Tczewa. Jego czerwono-pomarańczowe pasy pięknie
współgrają kolorystycznie z błękitem nieba i piętrzącymi się
ponad horyzontem białymi chmurami . |

czerska wieża ciśnień |
|

...przez stacje przetacza się towarowy skład... |
|

Link z Tczewa |
|
AKAPITPora na
krótka przerwę. Kolejnym punktem programu po raz kolejny już
dziś będzie sklep. Nadeszła pora posiłku, więc zakup kilku bułek, serka
topionego i kefiru powinien uspokoić domagający się pożywienia się
układ pokarmowy. Zanim to jednak nastąpi, na stacji wita mnie jej, jak
podejrzewam stały bywalec rasy pręgowanej. Bezceremonialnie podchodzi i
ociera się o moje nogi wyraźnie zadowolony. Gdy wracam ze sklepu,
spoglądam na wyświetlacz termometru umieszczony na dworcowym budynku.
Zapodaje 16,3 stopnia. Nieźle jak na sierpniowe popołudnie.
AKAPITZ
wielkim zadowoleniem witam na stacji kolejnego Linka. Tym razem to
mój pociąg. Pojadę nim do Chojnic. Zdradzę na chwilę Arrivę,
ale pomiędzy Czerskiem i Chojnicami jej pociągi nie kursują. Po wejściu
do wnętrza od razu zwracam uwagę na lekki zaduszek. Coś z klimatyzacją?
Choć wobec panującej na zewnątrz temperatury spokojnie wystarczyłoby
włączyć sam nawiew. O ile rzecz jasna taka możliwość w ogóle
istnieje. Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że nie jest to
wcale takie oczywiste. |
AKAPITJedziemy
teraz przez las. Las, który w pewnym momencie
niespodziewanie zmienia
się w pobojowisko. W tym momencie uświadamiam sobie, że przejeżdżamy
właśnie przez kolejny obszar nawiedzony przez trąbę powietrzną. Tyle że
te wydarzenia miały miejsce raptem dziesięć dni temu. Ogromna wichura,
która wraz z frontem burzowym przetoczyła się przez Pomorze,
najsilniej uderzyła właśnie w okolicy Chojnic. Przypominam sobie
teraz słyszaną w mediach nazwę miejscowości Rytel. Rzut oka na rozkład
– no tak, to przecież następny przystanek. Jedziemy kilka
kilometrów a po obydwu stronach toru przez cały czas las, a
raczej to, co z niego pozostało, przedstawia przerażający widok.
Połamane w połowie wysokości grube sosny, inne wyrwane razem z
korzeniami. Te, które starały się oprzeć żywiołowi,
przygięte są łukiem, czasem niemal do ziemi. Obraz zniszczenia. Jak
gdyby stado
|
|
olbrzymów
urządziło tu sobie mecz piłki nożnej. Gdzieniegdzie pomiędzy tym leśnym
rumowiskiem widać zabudowania. Widzę pasiekę złożoną z kilku uli
stojącą pod czymś, co kiedyś było lasem. Teraz jest kupą powalonych
pni. Wygląda abstrakcyjnie. Nagle spostrzegam, że w pociągu zapadła
cisza. Umilkły rozmowy, a wszyscy pasażerowie spoglądają na widok za
oknami. (Tragiczny
bilans klęski żywiołowej to |
6 ofiar śmiertelnych i wielu
rannych. W samym powiecie chojnickim zginęło 5 osób, z czego
dwie to młode harcerki z obozu w Suszku niedaleko wsi Rytel,
która była epicentrum kataklizmu. Powaleniu uległo łącznie
ponad 15000 hektarów lasu (przypomnę dla
porównania – w 2012 było to 550
hektarów), zniszczonych zostało wiele budynków
mieszkalnych, zerwanych wiele kilometrów linii
energetycznych. To tylko suche liczby. Nie są w stanie oddać tragedii
zamieszkałych tam ludzi. Nie ma jeszcze aktualnych zdjęć satelitarnych
tamtego rejonu. Podejrzewam jednak, że skala zniszczeń może być
przerażająca. Szukając informacji dla potrzeb tego tekstu, natknąłem
się w sieci na wiele zdjęć i filmów przedstawiających te
wydarzenia i ich skutki. Na mnie zrobiły piorunujące wrażenie. [przypis
autora])
AKAPITPas
zniszczeń ciągnie się niemal do samych Chojnic. One także ucierpiały w
wyniku ataku żywiołu. Jednak w obrębie tutejszej stacji zniszczeń nie
widać. Kolejowe życie toczy się tu normalnie. Na sąsiednim torze stoi
“żelazko”*
oczekujące na odjazd do Krzyża. Niedługo później przyjeżdża
legendarny TLK Kociewie z Gdyni do Gorzowa Wielkopolskiego. Jego
legenda opiera się przede wszystkim, a
właściwie wyłącznie na systematycznych i znacznych opóźnieniach.
O dziwo dziś przyjeżdża tylko 4 minuty po czasie. |

...kolejowe życie toczy się tu normalnie... |
|

...przyjeżdża legendarny TLK Kociewie... |
|
AKAPITZ Chojnic
jadę dalej. Przesiadam się do “mrówki”.
Ona pojedzie do Bydgoszczy, ja wysiądę nieco wcześniej, w
Wierzchucinie. Znów mogę się rozłożyć na wygodnej kanapie.
Cały czas jednak mam w oczach obraz zniszczonego lasu. Zresztą to, co
dostrzegam za oknem, nie daje mi zapomnieć. W polu widzenia pojawiają
się co chwila połamane bądź powyrywane drzewa. Kontrastuje z tym
panujący aktualnie spokój, sielankowe kolory i cienie będące
dziełem zachodzącego
właśnie słońca.
AKAPITCzeka
nas teraz krótki przystanek w Tucholi. Krótki na
tyle, by do odwłoka naszej
“mrówki” móc podczepić drugą, z
którą wspólnie udamy się w dalszą drogę.
Słońce już zaszło, ale spektakl trwa. Teraz głównie na
niebie. I choć chmury są lekko niepokojące – bez wątpienia
część z nich to piętrzące się wysoko w górę cumulonimbusy
– to mam jednak nadzieję, że nie zdążą się rozwinąć do
groźnej, burzowej odmiany.
|

...przesiadam się do “mrówki”...
|
|

...sielankowe kolory i cienie...
|
|

...by móc do naszej “mrówki” podczepić drugą...
|
|

...część z nich to piętrzące się wysoko w górę cumulonimbusy...
|
|
AKAPITW
Wierzchucinie pociąg zatrzymuje się kilka minut po godzinie 20. Zaczyna
się zmierzchać. Choć sam Wierzchucin to maleńka osada, to historia
tutejszej stacji kolejowej jest niezwykle ciekawa. Choć kolej zawitała
tu ponad 100 lat temu, ranga Wierzchucina znacznie wzrosła dopiero w
momencie poprowadzenia tędy wybudowanej w okresie międzywojennym
wspominanej już dziś magistrali węglowej. Wówczas to
niewielka stacyjka została z ogromnym rozmachem rozbudowana. Otrzymała
dwa perony po bokach centralnie usytuowanego budynku dworca, dobudowano
także kilkanaście długich torów postojowych dla
pociągów towarowych i potężną wieżę ciśnień. Po II wojnie
znaczenie Wierzchucina mocno spadło, ponieważ
ruch towarowy
|
z
południa kraju do trójmiejskich portów
przeniósł się na dwutorową linię z Laskowic Pomorskich przez
Tczew. Ruch pasażerski także zmalał, bo przechodzące przez Wierzchucin
linie nie są zelektryfikowane. Obecnie jedynym operującym tu
przewoźnikiem pasażerskim jest Arriva. Pociągi towarowe pojawiają się
natomiast w Wierzchucinie bardzo rzadko. Jako ciekawostkę dodam
jeszcze, że w lasach w okolicy Wierzchucina w czasie II wojny światowej
znajdował się niemiecki poligon rakietowy
“Heidenkraut”, z którego wystrzeliwane
były rakiety V2.
AKAPITMuszę
przyznać, że ta stacyjka ma w sobie coś. Mimo że większość
torów jest zarośnięta trawą, a szyny pokrywa gruba warstwa
rdzy, słychać tu jeszcze echa dawnej świetności. Ze stacji tory
wybiegają w czterech kierunkach. Zazwyczaj pociągi pojawiają
się na nich w zbliżonym czasie. Wierzchucin pełni
bowiem teraz rolę węzła przesiadkowego. Nasze pojawienie się na stacji
poprzedziło wjazd dwóch innych składów. Choć
zapadają ciemności, staram się wyciągnąć, ile się da z moich
aparatów fotograficznych. |

...staram się wyciągnąć...
|
|

...ile się da...
|
|

...z moich aparatów fotograficznych...
|
|
AKAPITPora
rozglądnąć się za miejscem do spania. Wierzchucin będzie bowiem metą
dzisiejszego etapu mojej eskapady. Położony w środku lasu wydaje się
idealnym wyborem. Opuszczam stację i wchodzę kilkanaście
metrów w las. Taka odległość w zupełności wystarczy. Nie
będę zbyt widoczny dla postronnych oczu, a jednocześnie będę
mógł skorzystać ze światła stacyjnych latarni. Dłuższą
chwilę wybieram odpowiednie drzewa. W końcu rozwieszam moje obozowisko.
Pakuję się do hamaka około godziny 22. Na wszelki wypadek zawieszam nad
nim folię. W razie deszczu i w celu ochrony przed rosą. Przeciw komarom
też powinna być skuteczna, choć te akurat wydają się nie być tutaj zbyt
aktywne. Wewnątrz hamaka dzięki folii jest naprawdę ciepło. Do tego
stopnia, że muszę dłuższą chwilę odczekać z przykryciem się śpiworem, a
w końcu i tak go nie zapinam. Pomimo niewielkiego hamakowego
doświadczenia szybko udaje mi się w miarę wygodnie ułożyć na boku i
zasnąć.
|

...rozwieszam moje obozowisko...
|
|
* - odnośniki z
wyrażeń okraszonych gwiazdką prowadzą do wyjaśniającego ich znaczenie kolejowego leksykonu |
|